poniedziałek, 10 listopada 2008

Mama Africa

Ile konfliktów zbrojnych toczy się obecnie na świecie?
Około 300.
Ile z nich jest w stanie wymienić przeciętny Europejczyk ( oglądający wiadomości i czytający gazety)?
Około 15, albo mniej.

Większość wojen, jak wiadomo toczy się w Afryce, ale świat nie interesuje się ich sprawami. No, może od czasu do czasu, kiedy pojawi się jakiś wspólny interes.

Teraz z innej beczki. W Poznaniu poznałam sporo osób z Afryki, przede wszystkim z Nigerii. Wszyscy przyjechali do Polski na studia- ktoś na ekonomię, ktoś inny na zarządzanie, jeszcze ktoś na medycynę albo prawo. Za naukę muszą płacić, w odróżnieniu od Polaków, ich sponsorami są przede wszytkim rodzice. By the way, istnieje bardzo interesująca strona internetowa tworzona przez "polskich afrykańczyków"- www.afryka.org, gdzie można dowiedzieć się sporo interesujących rzeczy dotyczących ich pobytu, studiów, kontaktów, relacji i doświadczeń w Polsce. Opisy te przeważnie pokrywają się z ich relacjami które słyszałam osobiście.

W Galicji ( w całej Hisztanii chyba też) natomiast jest zupełnie inaczej- ani z Nigerii, ani z Senegalu, ani z Wybrzeża Kości Słoniowej nikt nie przejeżdza na studia, tylko do pracy. Nielegalnej oczywiście. Na otrzymanie papierów muszą czekać do około pięciu lat, a do tego czasu- handel na ulicy. Można spotkać ich na w kawiarniach, rectauracjach, na ulicy, na plaży itd sprzedających różnego rodzaju biżuterię, wisiorki, kapelusze, płyty, koraliki, sprzążki... Jednak czasem, paradoksalnie, wydaje się że mają tu trochę lepiej niż w Polsce, bo mam wrażenie, że w Hiszpanii jest o niebo mniej nacjonalistów niż w Polsce.
Nie wiem jak studenci z Afryki mają się na Litwie, ale przypuszczam że nie lepiej niż w Polsce.
Cóż, trzeba jeszcze trochę dorosnąć do Europy.

wtorek, 4 listopada 2008

Ludzie, którzy piszą historię, zbyt dużo uwagi poświęcają tzw. głośnym momentom, a za mało badają ciszę.

R. Kapuściński

piątek, 31 października 2008






La Corunia rozpływa się w deszczu. Do niedawna nie wiedziałam, że w ciągu kilku dni może spaść aż tyle wody z nieba. Jednak Galicja to kraina deszczu, ściągają tu chmury z całej Hiszpanii i urywają się właśnie nad A Corunią. Nie wiedziałam też, że jestem na końcu świata. Finisterre. No dobra, Galicja była „końcem świata” w czasach, kiedy nikt nie wierzył, że po drugiej stronie oceanu jest jakaś terra nova, czyli ameryka.

A teraz do już nie wiadomo, gdzie się szuka kogoś, kto jest na końcu świata.



na zdjęciach: wyspy Cies i Ons. Galicja. Sierpień.

czwartek, 18 września 2008

persfazya in picture










Obrazki z folderu wspomnień. Nie moich oczywiście, ale mogę sobie wyobrazić, że należą do mojej rzeczywistości. Chociaż to też nie jest takie proste.
Po prostu surrealizm

niedziela, 14 września 2008

był sobie dziennikarz

"Laikas apie ziniasklaida kalbeti laisvai". Od niedawna właśnie to hasło kojarzy mi się z Mindaugas'em Nastaravicius'em. Kolega z Mariampola, który do pewnego momentu był bardzo normalny, inteligentny, zabawny; czasem graliśmy razem w "Szaradas" albo śpiewaliśmy piosenki Mamontova. Niestety, po kilku latach studiów na dziennikarstwie, starych znajomych wymienił na nowych, co niektórzy mają mu za złe. Ostatni raz widziałam go kilka lat temu i bardzo chętnie bym z nim znowu kiedyś porozmawiała.
Bardzo podoba mi się ten jego projekt dotyczący etyki dziennikarskiej. Zdaje się, że w ciągu kilku ostatnich dekad zawód dziennikarza zmienił się nie do poznania. Dziennikarzy się kupuje, są wynajmowani i sprzedawani, albo sami się sprzedają. Prawda nie jest ( a może nigdy nie była?) najleprzym towarem. O kryzysie dziennikarstwa pisał też Kapuściński, więc ten problem nie jest aż tak nowy. Ryszard pisał, że dziennikarze nie piszą na interesujące ich tematy, bo to redaktor decyduje, o czym mają pisać. I tak ci "najemnicy" są wysyłani w różne miejsca kuli ziemskiej dla zbadania i zrelacjonowania jakiegoś konfliktu, który się tam akurat toczy, nie posiadając chociażby minimalnej wiedzy, dotyczącej historii czy sytuacji politycznej i społecznej danego regionu. Doczytują to w samolocie albo już na miejscu. To oczywiście wpływa na jakość reportarzu.
Ktoś musi kontrolować "przemysł informacyjny" (nie informatyczny), żeby był jak najczystszy i najbardziej przejrzysty. Przede wszystkim dziennikarze powinni dbać o własną higienę dziennikarską. Mindaugas robi coś właśnie w tym kierunku, cenię go za jego zapał i ambicje.
Dziennikarzem musi być ktoś z powołania, a nie ktoś, kto po prostu dobrze włada piórem i lubi pisać, bo w dzieciństwie dużo czytał i skrobał piórem w pamiętniku.
Z drugiej strony jednak dziennikarz musi bardzo dobrze władać językiem, a nie tylko mieć dobre chęci. Szkoda że nie znam żadnego polskiego dziennikarza na Litwie, który by był dla mnie autorytetem ( chociaż jest kilka osób do których czuję szacunek, ale nie będę ich wymieniać, not yet). Cieszę że w ogóle istnieją polskie gazety, ale , jak zwykle, jest jeszcze dużo rzeczy do zrobienia.

wtorek, 9 września 2008

Ryba

Przez cały czas uciekam od tego czym jestem. Pocieszające jest jedynie to, że nie tylko ja tak robię. Ale nawet to mnie nie pociesza. Każdy ma w głowie obraz tego, jaki chciałby być, codziennie nad tym pracuje, wierzy że w końcu ten mityczny obraz samego siebie stanie się rzeczywistością. Prawda jest taka, matko i córko, że nie chcemy poznać siebie takich, jakimi jesteśmy. W moim przypadku umysł krytyczny ( przekazywany w rodzinie z pokolenia na pokolenie i dobrze kultuwowany przez każdą generację) dobrze wie, jaka muszę być. Nie może zaakceptować faktu, że nigdy nie będę czymś więcej niż samą sobą.

Kochanie, to nie znaczy że się poddaję i schodzę ze sceny. Dalej sobie płynę, czasem tuż pod powierzchnią, czasem głębiej, a innym znowu razem chodzę po wodzie jak Superstar ( Jesus Christ oczywiście). Czasem szukam ciebie, czasem siebie, a czasem szczoteczki do zębów. Czasem nie mam z tym problemu, ale różnie w życiu bywa.

Ze szczoteczką, oczywiście.

Jak to na wojence ładnie











Poznaniacy ( poznańska "Manufaktura") zajęła się poprawianiem obrazów rzeczywistości przedstawionej na bilboardach miasta. Doklejają prawdziwe twarze przedstawionych tam pracowników "służby porządku". Ciekawa jestem kiedy w Polsce i na Litwie będzie zlikwidowana przymusowa służba wojskowa, tak jak np w Hiszpanii. Jak ktoś chce, to może służyć, przysługiwać aż się wysłuży, a jeżeli jest zdecydowanym antymilitarystą to może prowadzić taki styl życia, jaki mu się podoba, bez krętactw i wymyślnych prób uchylenia się od służby wojskowej. Kto będzie chciał służyć, kiedy nie będzie przymusu? Biedni , bezrobotni, albo ci, którzy chcą zrobić karierę wojskową.
Wojsko. Mój sąsiad kiedyś był w wojsku. Wrócił, silny, ogolony na zero, w mundurku. Widocznie pokochał swój mundur, bo przez kilka lat CODZIENNIE widziałam go pracującego koło domu we wdzianku militarystycznym. Zdaję się też, że w tej sytuacji nie jest na wsi wyjątkiem. Kult wojny? Wojna ma swoje plusy- nikt nie zapada na depresje, przy odrobinie odwagi można stać się bohaterem, nie trzeba chodzić do szkoły... Toż to rewelacja!