środa, 7 stycznia 2009

Gomorra-cześć 2

Co o tej książce mówią Włosi, żyjący obok mafii, a tak naprawdę też należący do systemu? Ci Włosi których znam ( większość z Sycyli, ale też z Mediolanu, Bolonii, Venecji, Sardynii,Calabrii) zgodnie twierdzą, że książka Saviano dobrze ilustruje sytuację.
"Nic nie działa tak jak musiałoby...tak jest we Włoszech"- taką opinię słyszałam już kilka razy. Chodzi o to, że na większości stanowisk znajdują się nie eksperci, tylko ci, którzy mają "kontakty" ( w jakimś stopniu prawie w każdym państwie tak jest, ale nie w takim stopniu). Poza tym, większość Włochów twierdzi, że w Hiszpanii na ulicy czują się o wiele bezpieczniej w nocy.
W codziennym życiu mafia przede wszystkim utrudinia życie ludziom w momencie, kiedy ktoś chce rozwinąc jakiś swój mały lub większy biznes. Jeżeli nie mają poparcia "opiekuna", czy "właściciela" danego terenu, poniosą klęskę. I jeszcze masa drobiazgów... nie da się wszystkiego spisac.

A tak poza mafią, to Włosi niesamowicie gotują. Czasem nawet ci, którzy mówią, że nigdy w życiu nie przygotowali niczego poza jajecznicą, w pięc minut przemieniają się w szefa kuchni. No a ja wtedy już muszę schowac się pod stół ze swoim wege-pichceniem ;)

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Gomorrah- cześć 1


"My life is not a life. Today and every day I live in a wooden coat, a coffin. That's the Camorra term for dead man walking" - słowa włoskiego dziennikarza Roberto Saviano, który opublikował książkę "Gomorrah", opartą na własnym doświadczeniu i udokumentowanych faktach dotyczących mafii neapolitańskiej, wszechmogącej Camorry. Przez jakiś czas Roberto przebywał w bazie wojskowej pod ochroną policji, później musiał wyjechać z Włoszech. Musi się ukrywać, jeżeli chce ujść z życiem.
W wywiadzie z hiszpańską gazetą "El pais" wyznał, że gdyby mógł wrócić do przeszłości, nie napisałby "Gomorry". Wiadomo-z jednej strony jest bohaterem i wszyscy podziwiają go za to, że się w ogóle odważył o czymś takim napisać, ale z drugiej strony opublikowanie książki, a właściwie upowszechnienie informacji, niewiele może zmienić, bo światem rządzą pieniądze, a tych ma w bród wspomniana już Camorra, która rządzi jakąś częścią tegoż świata. Walka z klanami, rodami mającymi nieograniczoną władzę przede wszystkim w południowych Włoszech, ale też mającymi wpływy na północy i w jeszcze kilku państwach, to jak walka z rakiem, który już opanował każdą komórkę zdrowego niegdyś ciała.
Bez względu na to, że Systemu ( tak właśnie potocznie jest określana władza mafii we Włoszech) nie da się tak łatwo wykorzenić, krok, który zrobił Saviano, jest ważny.
Tak samo desperacki był postępek Irakijskiego dziennikarza, który rzucił butem w Busha ( tłum.: rzucił butem w Krzaki), tylko że ten drugi sensacyjny postępek był bardziej spontaniczny, niespodziewany i odbił się większym echem w prasie, gazetach, internecie. Jednak obaj dziennikarze będą musieli ponieść konsekwencje swoich Czynów Niepokornych, chociaż prawie cały świat stoi po ich stronie...


niedziela, 4 stycznia 2009

Wielkie kamienie
lecą z malutkiego nieba
Niech przebiją ścianę lodu
Niech wypłynie ze mnie rzeka
Żywe obrazy
nie teatr czy opera
martwe emocje
Nic we mnie nie chce śpiewać
Najlepszy czas
najmniej odpowiednie miejsce
na zwyczajne życie


Czyżby to ja
Sama dookreślam siebie
Jeżeli tak
Znaczy że mogę pójść dalej
Mogę zrobić więcej

Mam gliniany kubek,jak u Indian
Mogę nim czerpać wodę życia
Szkoda że nie chce mi się pić
Że mnie boli gardło
i
że
grypa
chwyta

czwartek, 27 listopada 2008

Folga!!!





Folga, czyli strajk (gallego; huelga-hiszp.)
Hiszpanie lubią strajkować. przede wszystkim studenci. Rok akademicki w A Corunii rozpoczął się w październiku. W ciągu dwu miesięcy odbyły się cztery huelgi, z różnych powodów, niektórych z nich nie znam, nie znają ich nawet niektórzy Hiszpanie, ale solidarnie strajkują ( czyt: w określonym dniu nie pojawiają się na uczelni). Na tym polega ich strajkowanie; zaledwie mała grupka coś tam manifestuje na jakimś placu w centrum. Albo w ogóle nikt.
Nie wiem, jakie są konsekwencje tych regularnych strajków, zdaje się już stały się normą.
Ciekawszy był natomiast strajk "huelga de limpieza" w Vigo. Vigo ma niesamowity kampus za miastem, na górze, można tylko pozazdrościć tak pięknego uniwku. Sprzątaczki nie chciały być gorsze od ciągle strajkujących studentów, więc też wybrały Swój Dia de Folga, trochę zaśmieciły uniwersytet ( dosłownie, bo cały uniwerek utonął w strzępkach gazet) i zostawiły czystość uniwersytetu w boskich rękach. Jednym ze skutków strajku było to, że dziś i jutro nikt nie ma zajęć.
W wypadku strajku przeciwko wprowadzeniu "Planu Bolonia" studenci mają rację. Nie można tak po prostu się sprzedać. Jeszcze napiszę o tym.

Kiedy na Litwie kawałek czasu temu odbyła się manifestacja skierowana przeciwko nowej ustawie dotyczącej płatności za naukę na wyższych uczelniach na Litwie, pod Sejmem pojawiła się zaledwie mała grupka studentów, a wydawałoby się, że sprawa dotyczy wszystkich, że studentom zależy... Ja niestety byłabym gdzieś za morzami i górami, ale brat godnie reprezentował rodzinę Skoczyków ;). Poza grupką aktywistów, gdzie była reszta studentów ???

Poza tym, strajki i manifestacje mają sens nawet wtedy, kiedy wiadomo że nic nie zmienią, pokazują jedynie że komuś ZALEŻY na czymś, że nie jest obojętny.

Czas skończyć z postawą "aš ir mano vienkiemis".

poniedziałek, 10 listopada 2008

Mama Africa

Ile konfliktów zbrojnych toczy się obecnie na świecie?
Około 300.
Ile z nich jest w stanie wymienić przeciętny Europejczyk ( oglądający wiadomości i czytający gazety)?
Około 15, albo mniej.

Większość wojen, jak wiadomo toczy się w Afryce, ale świat nie interesuje się ich sprawami. No, może od czasu do czasu, kiedy pojawi się jakiś wspólny interes.

Teraz z innej beczki. W Poznaniu poznałam sporo osób z Afryki, przede wszystkim z Nigerii. Wszyscy przyjechali do Polski na studia- ktoś na ekonomię, ktoś inny na zarządzanie, jeszcze ktoś na medycynę albo prawo. Za naukę muszą płacić, w odróżnieniu od Polaków, ich sponsorami są przede wszytkim rodzice. By the way, istnieje bardzo interesująca strona internetowa tworzona przez "polskich afrykańczyków"- www.afryka.org, gdzie można dowiedzieć się sporo interesujących rzeczy dotyczących ich pobytu, studiów, kontaktów, relacji i doświadczeń w Polsce. Opisy te przeważnie pokrywają się z ich relacjami które słyszałam osobiście.

W Galicji ( w całej Hisztanii chyba też) natomiast jest zupełnie inaczej- ani z Nigerii, ani z Senegalu, ani z Wybrzeża Kości Słoniowej nikt nie przejeżdza na studia, tylko do pracy. Nielegalnej oczywiście. Na otrzymanie papierów muszą czekać do około pięciu lat, a do tego czasu- handel na ulicy. Można spotkać ich na w kawiarniach, rectauracjach, na ulicy, na plaży itd sprzedających różnego rodzaju biżuterię, wisiorki, kapelusze, płyty, koraliki, sprzążki... Jednak czasem, paradoksalnie, wydaje się że mają tu trochę lepiej niż w Polsce, bo mam wrażenie, że w Hiszpanii jest o niebo mniej nacjonalistów niż w Polsce.
Nie wiem jak studenci z Afryki mają się na Litwie, ale przypuszczam że nie lepiej niż w Polsce.
Cóż, trzeba jeszcze trochę dorosnąć do Europy.

wtorek, 4 listopada 2008

Ludzie, którzy piszą historię, zbyt dużo uwagi poświęcają tzw. głośnym momentom, a za mało badają ciszę.

R. Kapuściński

piątek, 31 października 2008






La Corunia rozpływa się w deszczu. Do niedawna nie wiedziałam, że w ciągu kilku dni może spaść aż tyle wody z nieba. Jednak Galicja to kraina deszczu, ściągają tu chmury z całej Hiszpanii i urywają się właśnie nad A Corunią. Nie wiedziałam też, że jestem na końcu świata. Finisterre. No dobra, Galicja była „końcem świata” w czasach, kiedy nikt nie wierzył, że po drugiej stronie oceanu jest jakaś terra nova, czyli ameryka.

A teraz do już nie wiadomo, gdzie się szuka kogoś, kto jest na końcu świata.



na zdjęciach: wyspy Cies i Ons. Galicja. Sierpień.